Sarah gotuje Salome smakuje - nasz kulinarny blog
|
|
2012-01-22
Niedziela, niedziela 18:39
|
1) Dziecko
Dziecko zostało zasypane w Wigilie prezentami. Dziecko odpakowywało jeden prezent za drugim i nie wiedziało czym się bawić, bawiło się więc wszystkim.
Dziecko polowało w jedzeniu na czerwoną fasolę. Teraz dziecko ma własne puszki z czerwoną fasolą i je ją do; mięsa, ziemniaków, frytek, makaronu, buraków...
Dziecko próbowało ukraść w sklepie puszkę kukurydzy (tata wrzucał puszki do koszyka, to i dziecko wrzuciło puszkę tyle, że do swojej torby), dobrze, że tata na czas się połapał.
Dziecko zmusza ojca do udawania łosia – pacynki. Dziecko przedkłada zabawę z łosiem nad zabawę z ojcem.
2) Mieczysław
2011-10-17 10:43
ponoć Mieczysław lubił wieczorem płacić kartą
2011-11-04 14:36
ponoć Mieczysław lubił wieczorem cieszyć się z wyników finansowych swego banku
2011-12-08 15:01
ponoć Mieczysław lubił wieczorem czytać umowę kredytową
2011-12-09 11:46
ponoć Mieczysław lubił wieczorem wspierać Świętego Mikołaja w walce z wilkołakami
2011-12-1910:04
ponoć Mieczysław lubił wieczorem uwalniać karpie
2011-12-13 11:45
ponoć Mieczysław lubił wieczorem ubierać choinkę
2011-12-29 12:09
ponoć Mieczysław lubił wieczorem planować operacje desantowe na zachodnim teatrze działań wojennych
3) Lektura
„Boża inwazja / The Divine Invasion” (Philip K. Dick, tłumaczenie Lech Jęczmyk) - było jak zwykle; egzotyczny świat przyszłości (kościół chrześcijańsko - islamski i partia komunistyczna jako Światopogląd Naukowy rządzący ramie w ramie Ziemią oraz Bóg powracający z wygnania), oryginalna intryga, kiepski styl i brak chęci do
należytego rozwinięcia tematu.
4) Kino (wybrane fragmenty)
2012-01-01
„Aelita” przeciw „Kowboje i obcy”
„Aelita” (1924) - w 1921 roku w Kraju Rad większość obywateli z oddaniem pracowało dla dobra ogółu, niestety w tłumie prawych trafiały się niekiedy zgniłe jednostki żyjące wspomnieniami o swym pasożytniczym żywocie z czasów carskiej Rosji. Takie wredne typy swym nieodpowiedzialnym zachowanie przysparzały dobrym komunistom wiele trosk (od kryzysu w małżeństwie do zbrodni) na szczęście w najwspanialszym ustroju na świecie wszystko musiało skończyć się dobrze.
Propagandowy dramat społeczny z abstrakcyjnymi wtrąceniami o fantazjach na temat marsjańskich realiów gdzie sytuacja musi dojrzewać właśnie do robotniczej rewolucji. Całkowicie nietrafione połączenie wtedy, całkowicie nietrafione połączenie dziś. Trochę śmieszy, trochę drażni, ot eksperymentalna głupota.
„Kowboje i obcy / Cowboys & Aliens” (2011) -dziki zachód, twardziel który stracił pamięć, rządzący okolicą bogacz, tajemnicza kobieta rewolwerowiec i wredni kosmici czyli z kart komiksu prosto na kinowy ekran.
Rewolwery grzmią, latające talerze (które nie są talerzami) porywają ludzi, Indianie wznoszą wojenne okrzyki, wielcy kosmici biją w mordę i ostatecznie ludzka ekipa odnosi zwycięstwo nad nieporównywalnie potężniejszym przeciwnikiem. Za dużo westernu, a za mało sf w tej boleśnie (nawet jak na ekranizacje komiksu) naiwnej bajeczce.
Nic przyzwoitego wtedy, nic przyzwoitego teraz.
5) Sztuka kulinarna
Ta golonka upieczona przez moją Żonę...
|
|
Komentarzy:
1
|
|
2011-12-17
Sobota, sobotoa 21:16
|
1) Dziecko
W skutek intrygi matki dziecka trafiliśmy wszyscy (cała trójka) pewnego listopadowego dnia do sieciowej jadłodajni. Dziecko zeżarło z przyjemnością część frytek (jednego rodzica) na miejscu a resztę (drugiego rodzica) dokończyło w domu maczając je w soku śliwkowym.
Dziecko na Wszystkich Świętych obserwuje ukrzyżowanego Jezusa, nagle wskazuje na niego placem i...
- Auuu!
- Tak, zrobili Mu au.
Trochę czasu to zajęło a tata się w końcu połapał – dziecko określa się mianem „bibi”.
Nic tak nie dobudza małego po popołudniowej drzemce jak widok miseczki maminego rosołu. To sapnięcie radości, ten uśmiech wypełniający mordę i ten sus na krzesełko przy ławie, a potem już konsumpcja przy pomocy palców, bo łyżeczka szybko się nudzi. Kiedy tata zostaje z dzieckiem nie ma osobnych miseczek, kiedy tata gotuje to mężczyźni jedzą prosto z patelni co tam się trafi.
Dziecko coraz lepiej obsługuje odkurzacz; włączy, wyłączy, wyceluje, trzeba tylko nad operowaniem rury ssącej popracować.
Walczymy z ssaniem kciuka przez dziecko
2) Praca
Rzygać się chce, ale się chodzi / jeździ. No takie życie.
3) Kino (wybrane fragmenty)
W końcu zebrałem się na odwagę i jeden z gruzińskich filmów od żony strawiłem (z bólem)
„Cienie zapomnianych przodków” przeciw „Ludzie Boga”
„Cienie zapomnianych przodków / Tini zabutykh predkiv” (1964) - gdzieś w Karpatach. Kiedyś w Karpatach. Ciężko się żyje w ciężkich czasach; czasem zdarzy się śmiertelny wypadek przy pracy, czasem niesprawiedliwość społeczna doprowadzi do zbrodni, ale młodość swoje prawa ma i nieszczęśliwa miłość między zwaśnionymi rodzinami będzie mieć miejsce. Nieszczęście goni nieszczęście, a brak odwagi i chęci do walki prowadzi do zmarnowania szansy na chwilę szczęścia.
Kolorowy folklor. Ludzkie tragedie. Leniwie, chaotycznie, banalnie. Głupota zamierzona, głupota popełniona.
"Ludzie Boga / Des Hommes et des dieux" (2010) - połowa lat dziewięćdziesiątych dwudziestego wieku w ogarniętej niepokojami Algierii. Bojówki islamskich radykałów szerzące terror kontra bezwzględne siły rządowe, a między nimi zmęczona ludność i francuscy mnisi wiernie trwający na stanowiskach.
Poświęcenie, strach, upór, odwaga. Modlitwa, śpiew, życie, śmierć. Spokojny, nastrojowy, momentami niemal dokumentalny, zapis codziennego życia mnicha w cieniu nadciągającej tragedii.
Radziecka imitacja kina ulega francuskiemu kinu.
4) Kuchnia
A te żeberka w śliwkowym sosie z kuchni Żony... A ten żurek z kuchni Żony...
5) Afrodyzjak
W żonie obudził się eksperymentator! Wchłonęła afrodyzjak w płynie i usnęła. Zdarza się.
|
|
Komentarzy:
3
|
|
2011-10-31
Poniedziałek, poniedziałek 20:20
|
1) Dziecko
Dziecko nie potrafi się przyznać do błędu.
- W. niegrzeczny! W. zły! W. be!
- Tata be!
Dziecku coraz lepiej idzie korzystanie z nocnika. 25-10-2011 pierwszy raz na czas zdążyło zażądać nocnika by większą potrzebę załatwić w należyty sposób. Oczywiście wciąż zdarzają się wypadki.
- Na nocnik?
- Nie.
Po pięciu minutach.
- A może na nocnik?
- Nie.
- Tylko pamiętaj, sikamy do nocnika.
Po pięciu minutach.
-Tata be!
Plama na spodniach.
30-10-2011 dziecko odebrało od ojca pierwszą lekcję samoobrony – bicie z otwartej dłoni (bo dziecko po każdym upadku czy potrąceniu wzywa rodzica by bił niedobrą podłogę lub krzesło i chyba przyszedł czas by samo zaczęło wyrównywać rachunku).
2) Praca
Wszystkich ich tam popierd**ło w robocie, i tych na samej górze i tych na średnim szczeblu.
3) Halloween
Nie ma takiego niby święta i niby wydarzenia kulturalnego w tym kraju, ale...
2011-10-28
„Zemsta po latach” przeciw „Doghouse”
„Zemsta po latach / The Changelin” (1980) – stary, wielki dom i kompozytor przeżywający tragiczną śmierć najbliższych. Szybko okazuje się, że wynajęty budynek ma swoją mroczną tajemnicę.
Niepokojące odgłosy, niepokojące zachowanie przedmiotów, niepokojące kadry, niepokojąca muzyka. Jak to w historiach o nawiedzonych chatkach bywa. Momentami interesująca, niestety na ogół nijaka opowieść.
„Doghouse” (2009) – Grupkę nierozgarniętych przyjaciół (w czasie męskiego wypadu na prowincję) w starciu z żądnymi męskiego mięsa niewiastami (ofiarami paskudnego wirusa).
Obiecujący początek połączenia horroru z komedią (albo komedii z horrorem) całkowicie zmarnowany przez całkowity brak pomysłu na rozwinięcie i zakończenie. Zwykła, głupawa, krwawa heca.
Remis.
***
2011-10-31
„Ostatnia fala” przeciw „Diabeł”
„Ostatnia fala / The Last Wave” (1977) (drugie spotkanie) - Australia dręczona niespodziewanie intensywnymi opadami. Biały adwokat broniący aborygenów oskarżonych o nieumyślne spowodowanie śmierci kompana w zderzeniu z plemiennymi wierzeniami zaczyna tracić wiarę w racjonalne pojmowania świata.
Na ile można wierzyć oskarżonym? Co kryje przeszłość i co mówią sny bohatera? Czy świat czeka kolejna apokalipsa? Jak bardzo może niepokoić widza padający deszcz?
Mistrzowsko podany klimat narastającego zagrożenia nieuchronnej katastrofy, podsycany subtelnie niepokojącą muzyką. Obowiązkowa klasyka.
„Diabeł / Devil” (2010) - biurowiec, zepsuta winda, piątka nieznajomych, sadystyczny diabeł, który pragnie ich zepsutych dusz oraz policjant próbujący dotrzeć na czas z odsieczą. Zło, wina, strach, ból, śmierć, odkupienie, wybaczenie.
Prosta historia, która szybko zaczyna nudzić.
Miażdżące zwycięstwo starszej (ambitniejszej, inteligentniejszej i ciekawszej) produkcji.
|
|
Komentarzy:
1
|
|
2011-09-25
Niedziela, niedziela 20:40
|
1) Dziecko
Dziecko jest osaczane przez Matkę, która pragnie umocnić w nim „fazę na Mamę”.
Dziecko dostaje od Mamy dużo (za dużo!) śmieciowego żarcia (chipsy, słodycze itd.). Mama nie ma wyrzutów sumienia, tata pilnuje, żeby dziecko myło zęby – cóż więcej może zrobić?
21-08-2011 dziecko pierwszy raz usnęła nad książką (konkretnie na książeczce o pojazdach i z samolocikiem gumowym w dłoni, bo dziecko ma okres fascynacji maszynami latającymi <nad plażą przelatywała co jakiś awionetka> a, że w książeczce był obrazek samolotu i gumowa zabawka przypominała rysunek, a lampa jest w kształcie helikoptera...)
Dziecko w ramach swej fascynacji lotnictwem upodobało sobie helikoptery i… pewnej niedzieli (04-09) rodzice uznali, że czas wydać dziecku z podręcznego zapasu upominków mały helikopter – dziecko oszalało. Kilka godzin później dziecko odwiedził dziadek (od strony Mamy) i podarował dziecku mały helikopter – dziecko oszalało. Najgorsze, że zamiast przerzucić się na nowe helikoptery ciąga z sobą całą flotę lotniczą (skromną póki co, ale już flotę, a to nieco kłopotliwe).
Dziecko nauczył się obierać banany (24-09) – małe ugryzienie, wbicie palca, pociągnięcie i owoc gotowy do konsumpcji.
2) Mieczysław
2011-08-29 10:58
ponoć Mieczysław lubił wieczorem zerknąć na giełdowe indeksy
2011-09-02 15:38
ponoć Mieczysław lubił wieczorem konsumować homary
2011-09-07 12:53
ponoć Mieczysław lubił wieczorem zgolić wąsy
2011-09-08 12:26
ponoć Mieczysław lubił wieczorem zapuścić brodę
2011-09-19 09:43
ponoć Mieczysław lubił wieczorem wrócić do punktu wyjścia
3) Praca
Klientkom podobała się nowa wersja SalomeMen w konwencji przedwojenno – wczesnopowojennego amanta, niestety nowy wizerunek nie odpowiadał Małżonce więc odszedł w niebyt.
***
No proszę, są więksi twardziele niż ja, których nie rusza i swobodnie na forum pracowniczym o byle czym gadają np. o swoim życiu seksualny (ja bym się bał, że mnie z roboty wywalą no i ja mam zasadę, że o seksie to tylko z aktualną partnerką seksualną). A oto i ich twórczość...
Ja wczoraj po pracy kupiłam sobie sexy bieliznę... Mówię przy kolacji "kochanie mam dla Ciebie niespodziankę". 20:30 a on pod kołderka chrapie w najlepsze. Myślałam, że go zabiję. Ja mam z nim tak jak większość facetów ze swoimi babami;) albo mój temperament go przerasta
Daj mi do niego telefon. Jak dzisiaj też zaśnie to zobaczysz jak go efektownie rozbudzę ;)
a może dam Ci numer do siebie? W razie gdyby znowu zasnął?
Nie chce nabawić Cię bezsenności... ;)
Nie słuchaj go. Lepiej napisz coś więcej o tej bieliźnie ;)
Wczoraj miałam ochotę na taki delikatny dziewiczy styl...;) Białe koronkowe stringi w komplecie z dopasowaną, przezroczystą koszulką z opadającymi na ramiona sexownymi koronkami i fikuśną falbanką odsłaniającą połowę pośladków;)
Normalnie preferuję sexowną czerń...Mówi Wam coś bodystocking?:)
Mówi... aż za dużo :)
(…)
hej to, że tańczę czasami w bieliźnie, to nie znaczy, że dla wszystkich
no ja wiem więc zapraszam na taniec indywidualny dla mnie :)
(…)
Ale Wolf, nie ja 1 i ich kilku, czy kilkunastu (MASAKRA) tylko on i ja sam na sam, pewnie i tak miałby co wspominać
ok daj mi maila to napisze :) kotek_bu@o2.pl
spokojnie najtrudniejszy pierwszy krok potem będzie z górki :D
czyli...co masz na myśli?
Oj działa na mnie każda bielizna (golizna), a czerwona rozpala mnie do czerwoności i potem różki rosną.
To tak jak na mnie męskie pośladki;)
ja tam też lubię od czasu do czasu film zobaczyć każdy rodzaj, może być nawet kryminał i komedia byleby tylko była golizna z fikołkami i pukaniem
ojjj my jesteśmy bardzo niegrzeczne i niedobre...za to musimy dostawać klapsy
na gołą pupę :P
(…)
może na temat tej bielizny :)
może na temat tej damskiej oczywiście :)
w czym gustujecie kolory, rozmiary, koronki itp.
Moja lepsza poła to stringaczy nie lubi, ale co okazja to jej coś tam z bielizny kupuję. Tylko te rozmiary mnie wkurzają
Albo zamiast bielizny takiej może i sexy, ale na codzień, którą i tak zdejmuje jak wchodzi do łóżka, to kup jej sexy pidżamkę. Taką w rozmiarach S, M, L gdzie za bardzo nie musisz się martwic o rozmiar stanika. Ostatecznie i tak go ściągasz żeby popieścić. Ja kupiłam taką pidżamkę i mój był bardzo zadowolony kiedy w niej spałam.
(…)
Hej;) Odpisałam wczoraj...
wiem wiem ja też odpisałem :) późny obiadek hehe :D
Fajne masz imię. Miałam być chłopcem i rodzice chcieli mi tak dać na imię;P
no ładnie a tu takiego fikołka im zrobiłaś twoje imię też jest bardzo ładne :)
(…)
ale teraz jesteś niegrzeczny :D ślub za pasem a tu jakieś flirty
A tam pisanie to jeszcze nic złego :)
<a potem przenieśli się już całkowicie na prywatne kanały komunikacji elektronicznej>
4) Humor
Para po fakcie.
On – Mogłabyś następny razem wykazać więcej inicjatywy.
Ona – Ciesz się, że w ogóle się ruszam!
On – To ty się ruszasz?
<Jednych będzie śmieszyć innych nie, ale dowcip sytuacyjny przecież z najwyższej półki>
5) Kino (fragmenty)
2011-09-07
„Nosferatu - symfonia grozy“ przeciw „Ostatni człowiek na ziemi“
„Nosferatu - symfonia grozy / Nosferatu. Eine Symphonie des Grauens” (1922) – 1838 rok, szczęśliwe życie młodego pośrednika w handlu nieruchomościami z W kończy się kiedy jego pracodawca wysyła go do Transylwanii celem sprzedania ponurej kamienicy. Zamiast sowitego wynagrodzenia mężczyźnie trafia się towarzystwo paskudnego monstrum (odpychający uszy, nos i zęby) spragnionego krwi i przeprowadzki w bardziej cywilizowane (ludne) strony.
Pierwsza z ekranizacji (dość swobodna) powieście Brama Stokera. W momencie powstania mogła robić wrażenie, dziś pozostał jedynie niewyraźny czar starej (bardzo nierównej) opowieści grozy, w której horror miesza się z infantylnym romantyzmem.
„Ostatni człowiek na ziemi / The Las Man on Eart” (1964) - przerażająca zaraz niszczy świat, zmieniając go w cmentarzysko opanowane przez półżywe bestie (żądne krwi, ociężałe, wrażliwe na światło istoty będące czymś pośrednim między wampirem a zombie), które kiedyś były ludźmi. Ostatni człowiek w mieści toczy nieustanny bój z ofiarami plagi za pomocą czosnku, luster i drewnianych kołków. Samotny, zmęczony, bliski szaleństwu.
Pierwsza z ekranizacji (najwierniejsza literackiemu wzorowi z wszystkich dotychczasowych) powieści Richarda Mathensona. Tania i bardzo niezręczna, niemniej urok dawnego dreszczowca posiada bezsprzecznie.
Młodsza (ambitniejsza) ekranizacja młodszej (ambitniejszej) powieści wygrywa bezsprzecznie.
***
2011-09-18
„Na zachodzie bez zmian” przeciw „Tylko dla orłów”
„Na zachodzie bez zmian / All Quiet on the Western Front” (1930) – źle rozumiejący patriotyzm, obowiązek i koleżeńskość młodzieńcy zaciągają się do niemieckiej armii i poznają smak krwawego piekła walk pozycyjnych na zachodnim froncie pierwszej wojny światowej.
Strach, głód, ból, zabijanie i umieranie jako chleb powszedni zmarnowanej młodości zmarnowanego pokolenia w ekranizacji nieśmiertelnej powieści E. M. Remarque.
Warta przyswojenia klasyka kina wojennego, która dzielnie znosi próbę czasu.
„Tylko dla orłów/ Where Eagles Dare” (1968) (trzecie spotkanie) - grupa alianckich agentów udających Niemców w misji odbicia amerykańskiego generała z alpejskiej twierdzy nazistowskiego wywiadu. Od powodzenia misji zależą losy drugiego frontu. Trudne zadanie komplikuje działający wewnątrz oddziału sabotażysta.
Stare zamczysko, ośnieżone górskie szczyty, prawdziwi zdrajcy, fałszywi zdrajcy, małe kłamstwa, wielkie kłamstwa, trochę eksplozji, trochę strzelaniny. Niewyszukany obraz wojenno – przygodowy.
Starsza z produkcji wygrywa bezsprzecznie ponieważ jest to produkcja o wojnie a nie o męskiej przygodzie czasu wojny.
5) Lektura
„Ubik” (Philip K. Dick, tłumaczenie Michał Ronikier) - było jak zwykle u Dicka ; egzotyczny świat przyszłości (telepaci, jasnowidze, zmarli w stanie półżycia, wszędobylski kapitalizm w najbardziej drapieżnej postaci), oryginalna intryga, kiepski styl i brak chęci do należytego rozwinięcia tematu.
|
|
Komentarzy:
3
|
|
2011-08-21
Niedziela, niedziala 11:44
|
1) Dziecko
Dziecko lubi winogrona, dziecko bardzo lubi winogrona, dziecko niezmiennie od miesięcy zażera się winogronami kiedy ma tylko okazję.
Dziecko lubi truskawki, dziecko bardzo lubi truskawki, dziecko niezmiennie od miesięcy zażera się truskawkami kiedy ma tylko okazję.
Dziecko bez entuzjazmu markuje korzystanie z nocnika.
Dziecko oduczane korzystania z pieluch w pół godziny pobrudziło cztery pary slipek – uparty zawodnik (przy ostatnim podejściu pomaszerował do pokoju obok, stanął, pogmerał przy slipach, wrócił po tatę, pokazał mu kałużę, wydał dyspozycję posprzątania (Beeee!) i pomaszerował do mamy by mu zmieniła bieliznę.
Dziecko czasem (bardzo rzadko) zmusi by je pogłaskać po głowie (dzikie zapasy są oczywiście na pożądku dziennym).
Dziecko dzielni szczotkuje zęby rano i wieczorem (pastę połyka, ale że to specjalna pasta to tragedii nie ma).
Dziecko na urlopie...
a) piasek na plaży budził początkowo niesmak, szybko jednak odkryto radość jaką dawało sypanie piasku tu i tam
b) morze budziło początkowo niepokój, szybko jednak odkryto, że w towarzystwie rodzica można trochę się nim zabawić (obrzucić kamieniami, spróbować zasypać, skrzyczeć itd...).
c) w muzeum oręża kilka chwil histerycznej fascynacji dostarczyły:
- wczesnośredniowieczny wojownik na koniu
- husarska zbroja
- międzywojenny ułan
- radziecki wielokalibrowy karabin maszynowy z czasów II wojny światowej
- radziecka wieloprowadnicowa wyrzutnia niekierowanych pocisków rakietowych na podwoziu samochodowym z czasów II wojny światowej
- koparka, która pracowała po drugiej stronie ulicy.
Dziecko nabrało denerwującego zwyczaju zmuszania „rozmówcy” do patrzenia w pożądanym kierunku poprzez przekręcanie dłonią / dłońmi jego twarzy.
Dziecko środki komunikacji wodnej i powietrznej określa mianem „bibi” (nie mylić z „titi” zarezerwowanym od dawna dla komunikacji lądowej).
2) Mieczysław
2011-08-05 12:42
ponoć Mieczysław lubił wieczorem inwigilować lokalne środowisko przestępcze
2011-08-08 10:05
ponoć Mieczysław lubił wieczorem planować urlop
3) Literatura
„Madagaskar 1942” (Józef Wiesław Dyskant) – krótko, chaotycznie i nieciekawie o alianckiej inwazji na Madagaskar zajmowany przez francuskich sojuszników III Rzeszy oraz szczątkowo o działaniach na Oceanie Indyjskim i walkach w Afryce Północnej.
Wyjątkowo kiepska pozycja w którje ulubionym słowem autora okazuje się być „podobno”.
|
|
Komentarzy:
2
|
|
2011-07-29
Piątek, piątek 21:22
|
1) Dziecko
Dziecko ma etap gotowania / smażenia / przyrządzania / podawania posiłków. Zbiera do misek / kubków / pojemników kamienie / drewno / owoce i miesza i podaje do spożycia / zachwycania się.
Dziecko rozpoczęło zbiór porzeczek (czerwonych porzeczek nieco przed czasem).
Dziecko pokochało kalosze podarowane mu przez mamę. Zakłada sobie kiedy chce i maszeruje w nich gdzie chce.
Dziecko macha na pożegnanie od wszystkiego – dziś rano przed wyjściem z domu zrobiło „pa-pa” telewizorowi, a wychodząc z wanny pomachało młotkowi, żółwiowi i niby kubkowi.
Dziecko wchodzi na giełdę (konkretnie wchodzi na rzecz dziecka i w imieniu dziecka kochany tata, mający nadzieję, że konsekwentne i rozważne lokowanie w dłuższym horyzoncie czasowym niewielkich kwot przyniesie dziecku profity w odległej przyszłości). Dziecko lokuje w papiery dłużne i w akcje.
2) Mieczysław
2011-07-19 14:39
ponoć Mieczysław lubił wieczorem ugościć gości
3) Jak to z inwestycją w przyszłość dziecka było – tok myślenia taty (czyli mój)
Tata dziecka zrobił międzymiastową / ogólnokrajową (dosłownie) burze mózgów doradców inwestycyjnych (9 umysłów się ścierało i każdy doradzał własną wersję agresywnego inwestowania), uważnie ich wysłuchał i oczywiście skomponował strategię inwestycyjną według własnego uznania daleką od sugestii doradców (ten tata to się chyba na wszystkim zna, taki tata to skarb).
a) dobra luksusowe i innowacje budzą moją nieufność // zrównoważony i stabilny tylko z pozoru zrównoważone i stabilne, ani szans na wielki wiatr ani bezpiecznej przystani // papiery dłużne plus (min 30% i basta!) dla zasady (a może i 50%?) // akcji to za duży kociołek w którym zbyt burzliwie się strawa gotuje, więc może surowców bo to mniejszy garnek i niejako szlachetniejsza w nim mieszanka? // budownictwo zbyt niezdarne może się okazać.
b) aktualnie 60 % w dłużne i 40 % w surowce, ale... mogę zejść do 50% w dłużnych i surowce rozbić na kilka opartych na akcjach...
c) może pokusić się o ten budowlany - no coś budować będą zawsze, z drugiej strony ta branża szybko potrafi wyhamować i długo maszerować w miejscu
d) ogólny akcyjny? tylko ta różnorodność tego worka, która nasuwa obawy o jego bylejakość
e) 50% dłużne, 30 % surowce, 20 % budowa ?
f) 70% w dłużne i po 10% w surowce w budowę i akcje? Zbyt ostrożnie!
g) 60% w papiery dłużne, 20% w akcje, 10% w surowce i 10% w budownictwo? Tak, to chyba najrozsądniejsza kombinacja na chwilę obecną. Dziwaczna, ale rozsądna (bezpieczeństwo w postaci płynności ponad wszystko!).
4) Kino
2011-07-03
„Pojedynek na Atlantyku” przeciw „5 Days of War”
„Pojedynek na Atlantyku / The Enemy Below” (1957) - II wojna światowa na Atlantyku, który staje się polem walki amerykańskiego okrętu nawodnego z niemieckim okrętem podwodnym. Dużo nijakiego gadania, kilka torped, sporo bomb głębinowych.
Drętwa, niezdarna nuda.
„5 Days of War” (2011) – mocno uproszczona i nijako podana pocztówka z gruzińsko – rosyjskiego konfliktu w 2008 roku. Barbarzyńscy Rosjanie (zbrodnia wojenna za zbrodnią wojenną), dzielni Gruzini (materiałowej i technologicznej przewadze wroga mogą przeciwstawić jedynie determinacje) i szlachetni zachodni dziennikarze dysponujący nagraniem ukazującym prawdziwe oblicze rosyjskiej inwazji.
Cywile cierpią, dziennikarze się angażują, rosyjskie pojazdy pancerne i śmigłowce szturmowe przemierzają ekran, nieliczne gruzińskie karabiny bronią ojczyzny, a prezydent Saakaszwili się denerwują. Proste, wręcz infantylne kino wojenno-polityczne.
Dwie kiepskie produkcje o wojnie.
***
2011-07-15
„Mroczne przejście” przeciw „Prawdziwa historia”
“Mroczne przejście / Dark Passage” (1947) – zbieg z więzienia (skazany za zamordowanie żony – oczywiście niesłusznie) przypadkiem spotyka cwaniaka, który nie zechce się odczepić. Zbieg z więzienia przypadkiem spotyka tajemniczą wielbicielkę, która przypadkiem zna kobietę, dzięki której trafił do więzienia. Zbieg z więzienia przypadkiem spotyka taksówkarza, który przypadkiem zna uzdolnionego chirurga plastycznego działającego w przestępczym podziemiu.
Idiotyczne zbiegi okoliczności rodzą kryminalną zagadkę, która może jedynie rozbawić widza niezamierzonym absurdem.
„Prawdziwa historia / The World’s Fastest Indian” (2005) – (kolejny genialnie przetłumaczony tytuł) lata 60-te XX wieku, dziarski, nieco zwariowany staruszek z Nowej Zelandii kocha prędkość. Uparty, zaradny staruszek z Nowej Zelandii kocha swój motocykl. Twardy, grzeczny staruszek z Nowej Zelandii marzy o tym by w ramach tygodnia prędkości na wyschniętym jeziorze Bonneville w USA sprawdzić osiągi swego motocykla.
Ciepły, nastrojowy film o niepokornym marzycielu zdeterminowanym w dążeniu do celu. Ciepły, nastrojowy film o świecie, w którym można pokonać każdą trudność.
Historia o życiowej pasji ponad historyjkę o przypadkach.
***
2011-07-20
„Burzliwe lata dwudzieste” przeciw „Nietykalni”
„Burzliwe lata dwudzieste / The Roaring Twenties” (1939) - trzej towarzysze broni z czasów I wojny światowej i ich losy w Ameryce czasów prohibicji. Wytwarzający i handlujący alkoholem Eddie, dbający o jego interesy prawnik Llyod oraz bezwzględny George przez którego nielegalny, ale względnie bezpieczny, interes zmieni się w morderczą rozgrywkę.
Trochę historii, trochę umoralniania, szybkie pieniądze, ambicja, kobiety, zazdrość, zbrodnia. Starego kina gangsterskiego wyraźny czar. Klasyka.
„Nietykalni / The Untouchables” (1987) (czwarte spotkanie) – 1930 rok Chicago, miastem rządzi król przestępczego świata Al Capone. Do czasu... Nieprzekupny i nieustraszony agent departamentu Skarbu Eliot Nessa wraz z swą drużyną (podstarzały glina, początkujący glina i księgowy) wyrusza na wojnę z gangsterskim światkiem.
Płaskie postacie, płaska intryga, nic co może zachwycić widza. Przeciętne kino gangsterskie, które stało się już klasyką.
Remis.
5) Praca (ciąg dalszy mej ironicznej propagandy na rzecz pracodawcy)
Ponieważ na forum pojawiły się głosy krytykujące praktykę narad sprzedażowych oraz utrwalania audio i wideo zachowań pracowników w czasie rozmów sprzedażowych, poczułem się zobowiązany do zabrania głosu prezentującego moje stanowisko w wspomnianych kwestiach.
Drodzy współpracownicy to wszystko dla waszego dobra – im większa motywacja i im większy kunszt sprzedawcy tym łatwiej wywiązać się z planów, a więc i łatwiej uzyskać zwiększone dochody dzięki wypracowanej premii.
czy mogę wyrazić swoje skromne zdanie??? wkurzasz mnie :)
wkurzają mnie komentarze optymisty:) nie żebym miała cos osobiście do Niego :) ale czytając wpisy szlag mnie po prostu trafia
Drogie Koleżanki! Drodzy Koledzy Nasza Firma został uhonorowany tytułem Solidny Pracodawca 2010 przyznawanym od siedmiu lat przez redakcję Rzecz o Biznesie, dodatku do dziennika Rzeczpospolita.
Oto dowód, że nie tylko my widzimy, jak Nasza Firma stara się być atrakcyjnym miejscem pracy dla tysięcy osób. Bez polityki nastawionej na stwarzanie pracownikom odpowiednich warunków do efektywnej pracy i rozwoju osobistego nie było by przecież tej nagrody!
o bożeeee to znowu Ty......
Ten optymista to jakiś pojeb...sory, ale wydaje mi się, że to ktoś zatrudniony z góry, żeby nam tu farmazony wciskać i nas wk...ać! Optymista POZDROWIENIA od ekipy z Firmy
Nasza Firma, jako jedyny polski podmiot, znalazł się, w przygotowanym przez „The Financial Times" zestawieniu 500 najdroższych publicznych firm świata. Analitycy brytyjskiego dziennika wycenili Naszą Firmę na 19,24 mld dol., dało to naszej Firmie, co prawda 497 pozycję, ale znaleźliśmy się w doborowym towarzystwie. Ranking otwierają tacy światowi potentaci, jak Exxon Mobil - wart 417,17 mld dol., z naszego regionu - oprócz Nas - znalazły się jedynie koncerny z Rosji - dwa banki (Sbierbank i VTB) oraz spółki surowcowe.
Wniosek? Coraz lepiej idzie nam generowanie zysku / pomnażanie majątku Naszej Firmy! Mniemam, że jak i ja jesteście z tego dumni! Dobra robota Koleżanki i Koledzy!
EEEEEEE NO albo masz bardzo rzadkie (jak stac..ka) poczucie humoru i tylko Ciebie to śmieszy, albo rzeczywiście Ci za to płacą
Rzygać mi się chce...
Podobnie jak Wy mam okresy rozgoryczenia i zwątpienia, podobnie jak Wy przed końcem kwartału biję się z myślami, podobnie jak na wielu z Was niespodziewana / niezrozumiała ucieczka depozytów nie cały czas działała stymulująco w zakresie sprzedaży (istniało realne zagrożenie ulegnięcia defetystycznej filozofii - skoro na pułap premiowy już za mało czasu, a pułap nagrody złapany…). Rozumie Wasze zastrzeżenia do Naszego Pracodawcy, ale pamiętajmy, że to wciąż Nasza Firma. To my ją tworzymy i my mamy największe prawo być z niej dumnymi.
Poczytajcie inne wpisy optymisty na HP ... nie nasuwa Wam się wniosek o jego niepoczytalności?
NASUWA MI SIĘ MYŚL, ŻE ON JEST TYM KTÓRY W CZASIE EWOLUCJI NIE ZSZEDŁ Z DRZEWA. BREDZI .
Wartościowanie naszych stanowisk stało się faktem! Teraz już każdy wie jak kształtują jego wynagrodzenia na tle lokalnego rynku. Koniec z mitami i bezpodstawnym marudzeniem – liczy nie kłamią. Liczy mówią – każdy z nas (!) zarabia minimum średnią dla naszej branży, średnią wyliczoną przez profesjonalistów (!) po wnikliwych badaniach (!).
Oczywiście jak każdy pragnę zarabiać więcej (wszak to my generujemy największy zysk największego Banku, a więc mamy prawo zarabiać więcej niż konkurencja) i wiedzę, że Bank dostrzega konieczność rozsądnego wzrostu naszych uposażeń, niemniej dobrze się stało, że głoszącym bajki o naszym nędznych dochodach na tle konkurencji (w ujęciu globalnym) można przeciwstawić wyniki badań, bo krytyka jest potrzebna ale tylko konstruktywna i w granicach przyzwoitości nie obniżająca samooceny u współpracowników – niektórzy naprawdę identyfikują się z Firmą.
proszę........zamilcz..
No przecież pisałam wyżej, że to jakiś POJEB!!!!!!!
ADMIN where are you!!! Zablokuj tego frajera bo nam ciśnienie podnosi! Takie gadki jak on zapodaje to słyszę przez telefon jak dzwonią z regionu!
"Niektórzy chętnie i dumnie maszerują do pracy" Ku...a co ON ćpa z rana. Wali koks przed pracą i na przerwie śniadaniowej, do każdej dziurki po pół grama i chyba to go tak omamia...MASAKRA
Weź sobie koło i pierdolnij się w czoło!
hej optymisto czy ty czasem nie zwiałeś z jakiś badań eksperymentalnych
Dajcie spokój. Kolega żarty sobie robi i bawi go nasze zbulwersowanie jego wpisami.
ooooooo to tak jak byś na ranę posypywała na zmianę solą i kwasem ... patrząc temu komuś w oczy cytować jakieś pierdoły......
Oczywiście sposób wartościowania stanowisk nie był idealny, można zaryzykować nawet stwierdzenie, że w pojedynczym aspekcie jest wręcz egzotycznie odległy od panujących realiów i nosząc znamiona krzywdzącego dla większości pracowników, nosi znamiona szkodliwego dla Firmy (wszak pracownik największym majątkiem Firmy). Konkretnie chodzi o budzące uzasadnione wątpliwości segregowanie pracowników pod względem miejsca wykonywania pracy (Warszawa, miasta wojewódzkie, powiatowe). Oczywistość błędnego założenia dla osób, którym temat ekonomii utrzymania nie jest obcy) nie podlega dyskusji, niemniej nie jest ot przecież powód by dyskwalifikować cały projekt i nie dostrzegać jego wartości. Rewolucyjne zmiany zawsze niosą ze sobą ryzyko wystąpienia przejściowych niedogodności, na których skorygowanie jest przecież czas w toku wprowadzania w życie dalszych innowacji.
Optymisto -spadaj !!! Żadnego skorygowania nie będzie... To już koniec. Chyba najwyższy czas się obudzić jeśli ktoś jeszcze wierzył w "solidnego pracodawcę"...
Ponieważ wielu z Nas nadal żyje wartościowaniem stanowisko możemy pokusić się o krótkie posumowanie zagadnienia; 30 czerwca br. wdrożono jeden z etapów wartościowania stanowisk pracy w Naszej Firmie. Każdy pracownik otrzymał informację, do której kategorii przypisane zostało jego stanowisko oraz o pozycji własnego wynagrodzenia na tle przyjętych przez Firmę rynkowych poziomów odniesienia płacowego tzw. benchmark rynkowy.
System Wartościowania Stanowisk Pracy nie ma nic wspólnego z oceną osób pracujących na poszczególnych stanowiskach. Zakończenie tej fazy wdrożenia wartościowania stanowisk w Firmie jest jednocześnie początkiem systemowego zarządzania wynagrodzeniami pracowników. Będzie on miał wiele dalszych etapów i obejmie kwestie zarówno wynagrodzenia zasadniczego (w pierwszej kolejności Firma zadba o osoby, których wynagrodzenia uplasowały się poniżej rynkowego poziomu odniesienia. Do końca roku nie będzie w Firmie osoby, która zarabiałaby poniżej wartości rynkowej!), jak także ścieżek rozwoju kompetencyjnego pracowników.
Na przeprowadzeniu wartościowania zyskują tak pracownicy jak sama Firma przede wszystkim dzięki wykorzystaniu w ustalaniu płac zasadniczych obiektywnych kryteriów i informacji o płacach oferowanych na porównywalnych stanowiskach na rynku. Wszystko to dowodzi, że rodzi się nowy system szeroko pojętego wynagradzania; sprawiedliwy (chwilowo nie jest wolny od mankamentów, ale nie może przecież być od razu idealny, pogodzenie sprzecznych interesów wielu grup pracowników wymaga czasu), przejrzysty (pracownicy nie tylko mają wgląd w mechanizm procesu tworzenia nowego systemu, ale i w pewien sposób mogą na niego wpływać poprzez zgłaszanie swoich zastrzeżeń i sugestii osobom odpowiedzialnym za jego wdrażanie) i motywujący.
Można śmiało powiedzieć – wszystko idzie w dobrym kierunku!
Nagrabisz sobie! W końcu cię zlinczują pod oddziałem!
Produkty z naszej nowej oferty mają się nieźle - 282,3 tys. sprzedanych sztuk z tego 147,1 tys. nowym klientom. Dobra robot! Nasza dobra robota!
6) Dowcip mojej Żony
Ilu jest w Polsce fanów kina gruzińskiego z okresu ZSRR? Kto dobrowolnie zmierzy się z gruzińską namiastką kina fabularnego w poetycko – symbolicznym wymiarze?
Ktokolwiek ma ochotę trawić twórczość Sergiusza Paradżanowa?
Są tacy? Jest taki? Może ktoś chociaż zna kogoś kto zna kogoś kto... Nic? Zero?
Tak myślałem...
Wiadomo; dobry film owszem chętnie (ale sobie ściągnę), literatura wiadomo i historyczne treści i Herberta F. i Dicka P. K. bezsprzecznie zawsze, ale Moja Żona ma wiarę w intelektualny snobizm swego męża i egotycznymi perełkami o gorzkim posmaku go z wdziękiem raczy. No i teraz Paradżanow w czterech wcieleniach straszy mnie z komody czekając na swoją chwilę w odtwarzaczu DVD.
|
|
Komentarzy:
1
|
|
2011-07-08
Piątątek, piątek 21:40
|
1) Dziecko
Sprostowanie do poprzednie notki – dziecko jest o głowę większe od rzeźby kota.
Dziecko (bawiące się bramą wjazdową, bramką wejściową i piłeczką) – Jaaaaaaaaaaahhh!!!
Ja (nadzorujący zabawę, poważnie znudzony) – Pół ulicy już wie, że się dobrze bawisz.
Dziecko (bawiące się bramą wjazdową, bramką wejściową i piłeczką) – JAAAAAAHHH!!!
Dziecko czasem próbuje nakarmić któregoś z kotów drewnem, czasem próbuje nakarmić drewnem psa, pies czasem drewno je.
Dziecko wrzuca (od czasu do czasu) do drewutni mikroskopijne resztki opału na zimę, które przeoczył swego czasu tata dziecka.
Dziecko nie chce zasypiać wieczorem. Dziecko chce się bawić.
2) Mieczysław
2011-06-29 13:12
ponoć Mieczysław lubił wieczorem uporządkować dokumenty
2011-06-30 10:34
ponoć Mieczysław lubił wieczorem śnić o wielkich miastach
2011-07-07 12:33
ponoć Mieczysław lubił wieczorem wyjechać na wieś
2011-07-08 13:47
ponoć Mieczysław lubił wieczorem uprawiać seks z seksowną kobietą
2) Dojrzałość
Stoję autem na światłach, czerwone, zaplata się zielona strzałka, ale z drugiej stroni piesi mi wchodzą na pasy, więc jak każdy odpowiedzialny kierowca czekam, a tu koleś z tylu mi trąbi i ręka pogania. Ups, niebezpiecznych chamów za kółkiem nie trawię, więc też mu macham (oczywiście w nieco inny sposób). Koleś kręci głową. Tak? No to ruszam (bo już mogę) ale z prędkością leniwego ślimaka i hamuję, ruszam i hamuję. A co? Nawet symboliczna nagana ma walor edukacyjny.
Wracam z pracy zmęczony, a tu kolumna weselników blokuje oba pasy poruszając się z prędkością 20 kilometrów na godzinę (jeden z weselnych gości jedzie łeb w łeb z kabrioletem nowożeńców zmuszając normalnych użytkowników jezdni do wściekłego trąbienia na zawalidrogi – mają hałas, mają zabawę). W końcu blokujący wyprzedza kabriolet i zjeżdża łaskawie na prawy pas by przepuścić stłoczonych na lewym pasie. Skoro mnie zaprosił do zabawy to się pobawimy. Wyprzedam kolumnę nowożeńców, zjeżdżam na prawy pas tuż przed nią i zatrzymuję samochód i czekam. Lewym jadą auta, kolumna stoi, czekam. W końcu ruszyłem, bo ile tak mogłem czekać skoro nikt nie chciał się do mnie pofatygować?
I ja jestem dziecinny? Ja? Ja jestem po prostu asertywny.
<Dobra, raz mnie poniosło ostatnimi miesiącami i jak ciszę nocną memu dziecku zakłócano, to przeskoczyłem przez ogrodzenie do „sąsiadów” i zabawiłem się w najazd Hunów (oczywiście w miniaturze).>
A żona się tylko ze mną zakłada i nieustannie zakłady przegrywa, ja wspaniałomyślnie rezygnuję z wygranej i znów jest zakład i znów wygrywam i znów odpuszczam... Każdy ma jednak swoje granice. Kiedy uznano moje pomysłowe zabiegi o uzyskanie ubezpieczenia nieruchomości na odpowiednich warunkach za dziecinną zabawę straciłem swoją słynną wyrozumiałość. Zakład wygrałem i tym razem z nagrody nie zrezygnuję – tak w celach edukacyjnych, bo mi na dobrach materialnych, aż tak bardzo nie zależy.
3) Kino (wybrane fragmenty ukazujące mą nagłą miłość do starego kina na które rozpocząłem polowanie w sieci)
***
2011-05-28
„Frankenstein” przeciw „Ultraviolet”
„Frankenstein” (1931) - żądny wiedzy ambitny student medycyny pragnie pokonać śmierć. Jego makabryczne eksperymenty doprowadzają do powstania przerażającego monstrum, istoty tak tragicznej jak i niebezpiecznej. Nieodpowiedzialność twórcy rozpoczyna spiralę nieszczęść.
Daleka od oryginału (wielce uproszczona i zwieńczona szczęśliwym zakończeniem) klasyczna ekranizacja klasyki literatury grozy autorstwa Mery Shelley z 1818 roku. Dziś śmieszy i nudzie wszechobecną sztucznością i prostotą, kiedyś mogła intrygować.
„Ultraviolet” (2006) (drugie spotkanie) – w przyszłości świat zostanie sparaliżowany strachem przed zabójczym wirusem. Niektórych z zarażonych, kosztem znacznego skrócenia czasu życia, wirus obdarzy nadludzką szybkością, siłą i zdolnościami regeneracyjnymi. Niektórzy z zarażonych stworzą ruch oporu walczący z bezdusznym reżimem zdrowych.
Kolorowo, szybko, abstrakcyjnie, głupawo, jak to w ekranizacji komiksów często bywa. Niewyszukana rozrywka, która chwilami ma swój urok.
SF sprzed kilku lat potrafi wygrać z horrorem sprzed kilkudziesięciu lat.
***
2011-06-04
„Suddenly” przeciw „Amerykanin”
„Suddenly” (1954) (drugie spotkanie) – małe, senne amerykańskie miasteczko, wynajęte zbiry szykują się do zamachu na prezydenta USA. By zrealizować swój niecny plan, muszą zająć pewien domek z którego będą to mogli oddać morderczy strzał. Na szczęście bogobojni, odważni Amerykanie będą walczyć zażarcie o swego przywódcę.
Naiwne, sztuczne (już w momencie powstania) kino sensacyjne. Nie mogło się podobać wtedy, nie może się podobać teraz, ale wątpliwej jakość czar kina sprzed dziesiątek lat może ktoś i wychwyci.
„Amerykanin/ The American” (2010) - bezwzględny mężczyzna (twarz bez wyrazu, małomówny, taki co to nawet przyjaciółkę – kochankę zabije jeśli uzna, że wie o nim za dużo) musi przywarować na włoskiej prowincji. Czeka. Obserwuje. Pojawia się zlecenie – przygotowanie broni strzeleckiej do zamachu.
Trochę spokoju prowincji, klika pogaduszek z dociekliwym księdzem i nieco relaksu z prostytutką mają odmienić zbira? Naiwna idea, naiwna intryga, a mimo to historia ma swój rytm i klimat, który może uwieść.
Kino współczesne ponad pamiątkę z innej epoki.
***
2011-06-14
„Zaginiony świat” przeciw „Inwazja: Bitwa o Los Angeles”
„Zaginiony świat / The Lost World” (1925) – będący pośmiewiskiem Londynu naukowiec organizuje wyprawę mającą udowodnić głoszoną przez niego tezę, jakoby w odległych zakątkach ameryki Południowej wciąż panowały dinozaury.
Impulsywny naukowiec, jego rozsądny przyjaciel, fajtłapowaty dziennikarz, szukająca ojca kobieta i całe bogactwo zaginionego świata (niebezpieczne małpoludy, skore do bitki dinozaury i paskudny wulkan). Pierwsza ekranizacja powieści Arthura Conan Doyle’a z wszelkimi mankamentami kina niemego (sztuczność póz, idiotyczne wstawki humorystyczne, raczkujące niemrawo efekty specjalne, infantylność rozwiązań fabularnych), która w swoim czasie mogła zafascynować mało wymagającego widza. Ot, odległej historii kina wątpliwy czar.
„Inwazja: Bitwa o Los Angeles / Battle: Los Angeles” (2011) - 12.08.2011 najeźdźcy z kosmosu atakują szereg nadmorskich miast na całym świecie. Wkrótce w amerykańskich rękach za zachodnim wybrzeżu USA pozostaje tylko Los Angeles.
Doświadczony sierżant sztabowy piechoty morskiej trafia do plutonu niedoświadczonego porucznika i żądnych walki młodych żołnierzy. Ewakuacja cywili z terenów wyznaczonych do zbombardowania okaże się trudnym zadaniem, mimo, że kosmici wykorzystują w walce jedynie piechotę (wspieraną niekiedy przez namiastkę artylerii samobieżnej) i niezbyt efektowne (ale jakimś cudem efektywne) bezzałogowe wieloczłonowe talerze latające.
Trochę pustej gadki, trochę serii z karabinków szturmowych, parę granatów, idiotyczny zwrot akcji i świat (chwilowo Los Angeles, ale z Los Angeles przykład weźmie przecież cały świat) zostaje uratowany.
Głupota zamierzona, głupota popełniona.
Staroć drażni. Nowość drażni. Remis.
***
2011-06-26
„Gabinet doktora Caligari” przeciw „Rytuał”
„Gabinet doktora Caligari / Das Gabinett des Doktor Caligari“ (1920) – w trakcie miejskiego jarmarku tajemniczy doktor Caligari prezentuje pogrążonego w letargu lunatyka, któremu nieobca jest sztuka prorokowania. Kiedy zgodnie z przepowiednią jasnowidza jeden z widzów ginie z rąk seryjnego mordercy, przyjaciel zamordowanego rozpoczyna śledztwo.
Abstrakcyjna forma i abstrakcyjna treść sprowadzają się tu do nieudanej zabawy w kino. Owszem, plastyczna egzotyka znajdzie w finale swoje logiczne uzasadnienie, a zakończenie mogło ówczesnego widza zaskoczyć, ale nawet jak na film z trudnego okresu niemowlęctwa kina to zdecydowanie za mało.
„Rytuał / The Rite” (2011) - młody Amerykanin - przyszły egzorcysta (przyszły kapłan pełen wątpliwości) i stary Brytyjczyk - doświadczony egzorcysta (weteran licznych potyczek z piekielnymi mocami) kontra szalejące po Rzymie demony.
Opętania jakich wiele już w kinie było (i jakich wiele jeszcze będzie). Słabości i siła egzorcystów, zło i dobro, trochę mrocznej charakteryzacji. Przeciętny horror.
Lepszy przeciętny horror z dnia dzisiejszego niż nieudany eksperyment sprzed dziesięcioleci.
|
|
Komentarzy:
0
|
|
2011-06-19
Niedziela, niedziela11:40
|
1) Dziecko
Dziecko coraz lepiej włada łyżką (łyżeczką), większość makaronu (z sosem pomidorowym) czy też warzyw (z czerwonego barszczu) trafia do jamy ustnej.
Dziecko nie mając dwóch lata pomagało ojcu w załadunku drewutni opałem na zimę (zaprawdę, dobrze to brzmi).
Dziecko lubi ostatni zabawy z kiczowatą rzeźbą abstrakcyjnego (taka niby tania sztuka naiwna) kota; wytrze mu pieluchą pyszczek, zaproponuje jednego głębszego itd. (może dlatego, że są jednego wzrostu (niemal, bo kot trochę wyższy).
Dziecko niekiedy (wręcz sporadycznie) odda mocz do nocnika, tak na zasadzie przypadku, akurat się trafiło, że go posadzono na czas.
2) Mieczysław
2011-05-31 12:25
ponoć Mieczysław lubił wieczorem prowokować z fantazją
2011-06-13 11:05
ponoć Mieczysław lubił wieczorem wygrać konkurs
2011-06-16 11:31
ponoć Mieczysław lubił wieczorem potępić lenistwo
3) Praca
Swego czasu (z miesiąc temu) wsadziłem z fantazją kij w mrowisko (no taki ze mnie czort) i zacząłem wychwalać niepopularną kampanię reklamową i niepopularną politykę firmy.
Przepraszam Pana „X”. Przyznam się, że byłem sceptykiem ale teraz Pan „X” mnie kupił (a konkretnie wyniki wielkiej kampanii reklamowej Naszej Firmy! (Brawo Panie „X”! Dobra robota!) Nam pozostaje tylko starać się maksymalnie wykorzystać dobrą passę.
No przecież fakty mówią same za siebie, poczytajcie tylko! Oto fragmenty z naszej strony.
(tu zacytowałem trochę autopromocyjnych wynurzeń Firmy)
Zaznaczę jeszcze, że zawsze w swych postach przejawiałem sympatię do „Naszej Firmy” i całego grona zatrudnionych w nim osób. Nigdy też nie wątpiłem w potencjał jaki drzemie w Naszej Marce.
Celują Ci w głowę, tak? Napisz gdzie jesteś. Daj jakiś znak. Uratujemy Cię... ;)
bardzo ładna samokrytyka. wzorcowa. reszta niech czyta i się uczy.
he,he,he złożyłeś aplikację na stanowisko dyrektorskie? ;)
Boże cofnęłam się w czasie????
Powoli zaczynasz mnie przekonywać. Wydaje mi się, że zabrakło w naszej prawie idealnej kampanii tylko dwóch drobnych elementów. Należało trochę wcześniej nakazać mediom tylko zdrowe i odpowiadające naszym potrzebom zainteresowanie oraz zabronić dotychczasowym klientom przekształcania rachunków. No cóż kampania jeszcze trwa :)
Ja wiem jak to było. Przez całkowity przypadek bezpośredni przełożony dowiedział się, że optymista? to jego podwładny.
Podwyżka oraz premia uzależniona jest od tego jak gorliwie i często będzie teraz odszczekiwał swoje wpisy na forum.
Skrucha i pokora to podstawa dobrej współpracy między przełożonym a podwładnym:)))
Od samego początku swego istnienia forum było miejscem wymiany niczym nieskrępowanych przemyśleń pracowników „Firmy”. Sugerowanie, że jakiekolwiek przemyślenia któregokolwiek z pracowników nie odzwierciedlają jego osobistych przekonań jest zbyt daleko idącym nadużyciem.
Jesteśmy z Tobą. Bądź silny ;)
a moze to jest jakas prowokacja????? ;>
drogi optymisto!; a czy przypadkiem dane o liczbie sprzedanych rachunków nie wynikają z narzuconego przez dyrekcję wielkiego "nacisku" na sprzedaż nowych „produktów”?
wystarczy, że każdy z pracowników otworzył w rodzinie po kilka nowych „produktów” no i mamy taki wynik
Podszedł bym do poruszonego tematu w nieco inny sposób – pamiętajmy, że pracownik „Firmy” to pierwszy klient banku (niestety dostrzec można przejawy zapomnienia o tej znakomitej maksymie, a przecież jak dobrze sprzedawać produkt nie znając go od strony klienta?), pamiętajmy także, że zachęcając najbliższych do skorzystania z atrakcyjnej oferty Naszego Pracodawcy działamy w własnym, szeroko pojętym interesie (dlaczego generować zyski konkurencji skoro można tej samej jakości produkt – a nierzadko i lepszy – mieć w własnej Firmie z czego skorzystamy Wszyscy, wszak zysk „Firmy” to Nasz zysk!).
i to jest lojalny pracownik
Z żalem muszę stwierdzić, że konstruktywna dyskusja zbacza nieco z głównego, interesującego Nas wszystkich tematu. Wiązanie się Pracownika z „Firmą” na linii klient – dostawca usług zawsze miało charakter czysto dobrowolny i podyktowane było zdrowym rozsądkiem (w niektórych przypadkach wchodziła też w grę lojalność i identyfikacja z „Firmą” – przypadłość całkiem na miejscu).
Lojalność i identyfikcja z „Firmą” - owszem ... i vice versa :/
W natłoku codziennych zadań pracowniczych zapomina się, że praca w "naszym" sektorze cechuje się wysokim poziomem trudności, który wszyscy akceptowaliśmy obierając taką a nie inną ścieżkę kariery zawodowej. Zapominamy też, że wraz z trudnościami idą i olbrzymie możliwości samorealizacji na gruncie zawodowym.
ja tylko mam nadzieję, że Ty żartujesz ... jestem tu za krótko, ale ... jeśli to nie żart, to mnie zgasiłaeś :/
trąca mi to prowokacją :) to może ty się samorealizuj, a ja spróbuję na utrzymanie rodziny zarobić, jak nie dam rady tutaj, to mimo ogromnych korzyści z bycia tu, gdzie jestem "za chlebem" pójdę do innej firmy...
Proszę pamiętać, że pensja jest jedynie umowną wartością wyrażoną w lokalnej walucie która jest niezbędna do zaistnienia legalnego stosunku pracy pomiędzy pracownikiem a pracodawcą. Pamiętajmy, że prócz aspektów finansowych praca w „Firmie” może przynieść szereg bonifikat pozafinansowych o czym wielu pracowników stara się nie pamiętać.
Można bzyknąć koleżankę?
Jeśli dalej będziemy wypowiadać się w tym tonie, to niedługo zaczną padać oskarżenia pod adresem mebli biurowych (bo kolor nie taki, bo zbyt twarde, bo za małe), wymogów przestrzegania standardów ubioru i konieczności stawania na baczność prze klientem. Drodzy współpracownicy wszyscy wiemy, że zajmujemy prestiżowe stanowiska (patrząc ogólnie na rynek pracy) w instytucji cieszącej się dużą renomą, w trudnym dla naszej branży (i nie tylko naszej) okresie. Zarządzający „Naszą Firmą” naprawdę doskonale wiedzą jak sprawnie zarządzać personelem, czasami po prostu trudno pogodzić długofalowe interesy firmy z aktualnymi potrzebami pracowników. Sztuką dowodzącą finezji w godzeniu sprzecznych celów jest umiejętność znalezienie satysfakcjonującego wszystkich kompromisu , nie waham się stwierdzić, że takiego kompromisu jesteśmy właśnie świadkami.
ŁUBU DUBU, ŁUBU DUBU !!! ... ... ... !!!
no właśnie doświadczenie tego kompromisu chcielibyśmy doczekać...ale jak na prowokatora całkiem nieźle sobie radzisz :D
Ponieważ na forum pojawiły się głosy krytykujące praktykę narad sprzedażowych oraz utrwalania audio i wideo zachowań pracowników w czasie rozmów sprzedażowych, poczułem się zobowiązany do zabrania głosu prezentującego moje stanowisko w wspomnianych kwestiach.
Drodzy współpracownicy to wszystko dla waszego dobra – im większa motywacja i im większy kunszt sprzedawcy tym łatwiej wywiązać się z planów, a więc i łatwiej uzyskać zwiększone dochody dzięki wypracowanej premii.
czy mogę wyrazić swoje skromne zdanie??? wkurzasz mnie :)
Ja tam zachwycona jestem, uwielbiam szyderców....
Drogie Koleżanki, Drodzy Koledzy jako jeden z Was Sprzedawców apeluję do Was – stosujmy się do standardów „Naszej Frimy” i okazujmy Klientom szacunek wstając przy powitaniu i pożegnaniu. Wiem, że kolejki, systemy kolejkowe, sarkazm klientów, opóźnienia w obsłudze i nieuniknione niezręczne sytuacje (klient siada / wstaje zbyt długo) i zwyczajne zmęczenie ciągłym wstawaniem, ale z drogi Koniecznych Przemian nie ma odwrotu. Solidarnie i ze zrozumieniem zacznijmy nią kroczyć razem.
powtarzasz sie :D a to wszystko zaczyna robic sie nuuuudne :)
Ja tam widzę ewidentnie, że Ty sobie jaja ze wszystkich robisz ... :P ... jedni się wkurzają inni próbuja dyskutować, a Ty masz radochę :D :D :D
DROGI OPTYMISTO TWOJE OPOWIEŚCI ZALATUJĄ TROCHĘ SLOGANAMI "ZMP Z LAT POWOJENNYCH , JEŻELI PRACOWNICY MAJĄ SIE TAK GIMNASTYKOWAĆ PRZEZ OSIEM GODZIN TO MOŻE LEPIEJ ZATRUDNIĆ KOGOŚ PO SZKOLE CYRKOWEJ . BĘDĄ UKŁONY A NAWET MOGĄ BYĆ INNE WYGIBASY.
Drogie Koleżanki, Drodzy Koledzy z radością widzę, że „Nasza Firma”, tak jak już niejednokrotnie wspominałem, dba o swój największy atut w walce z konkurencją – o Nas. Nowy, łatwy w sprzedaży nowoczesny produkt depozytowy (Złoto Inwestorów) i nowa, atrakcyjna możliwość zwiększenia dochodów (konkurs Razem Przekraczamy Kwartał). Jestem przekonany, że coraz więcej z Was podobnie jak ja patrzy na zreformowaną „Naszą Firmę” – Poważna „Firma”, Poważna Oferta, Poważne Podejście Do Pracownika.
|
|
Komentarzy:
2
|
|
2011-05-31
Wtorek, wtorek 20:30
|
1) Dziecko
Dziecko zaakceptowało nowego kota, którego mamusia załatwiła (w ohydnej konspiracji z swoim ojcem) na miejsce zaginionego.
Dziecko zaakceptowało powrót starego kota, który po tygodniowej nieobecności się odnalazł (mokry, brudny i wychudzony).
Dziecko zaakceptowało zwiększony stan zwierzyńca, można zaryzykować stwierdzenie, że aktualny stan odpowiada młodemu człowiekowi (większe szanse, że jakaś „koga” będzie w pobliżu).
Dziecko szalało po posesji swoją nową ciężarówką – wywrotką co to niby 150 kg potrafi unieść. Dziecko szalało do czasu ponieważ Mama dziecka staranowała jego brykę swoją bryką (pierwszy raz rodzinne kombi skasowało ciężarówkę – skasowało bo tego już się nie da wyklepać), nic to zafunduje się małemu nową, tylko czemu Mama dziecka starała się zatuszować wypadek, parkując ciężarówkę przy dużej donicy lepszą stroną od strony drogi?
2) Kot
Miałem rację stary kot wrócił. Oczywiście Małżonka widząca wszystko w czarnych barwach postawił na nim krzyżyk i bez konsultacji, bez analizowania sytuacji przystała na bezsensowny pomysł teścia adopcji odchowanego (trzyletniego), bezpańskiego, brzydkiego, wystraszonego, niezaradnego kota.
W miniony weekend Panikująca Małżonka dwukrotnie bezpodstawnie ogłaszała zaginięcie nowego kota. A ja sprzątam, wypuszczam, szukam, wnoszę, tłumaczę, zrzucam, drapię itd.
3) Ja i mój sobowtór, czyli dziwne wieści z Internetu 2
Owszem fryzura na powstańca warszawskiego, owszem nos (w parze z oczodołami) dławiący resztę twarzy (zwłaszcza z profilu), owszem łamiąca się mimika twarzy. I to całe podobieństwo.
4) Literatura
„Powstanie 44 / Rising ’44. The Battle for Warsaw” ( Norman Davies, tłumaczenie Elżbieta Tabakowska) - szeroko ujęty temat Powstania Warszawskiego (odważnego, naiwnego, krwawego zrywu). Okoliczności, przesłanki, przebieg, konsekwencje. Imponuje rozmiar analizy (od tła politycznego, przez działania wojenne po daleko idące konsekwencje), gdyby jeszcze działania militarne były szerzej omówione a autor (będący pod wielki wrażeniem powstańczego zrywu) wykazał się większą bezstronnością w kwestii oceny tej kontrowersyjnej kampanii, która przecież w skrajnie niesprzyjających warunkach, znanych przecież decydentom, musiał zaowocować rzezią cywilów i niemal całkowitym zniszczeniem miasta.
5) Urodziny
Jak zwykle Moja Towarzyszka Życia podarowała mi zbyt wiele (bluzo-kurtka jak ta lala i egzotyczne opracowania historyczne i koszula kraciasta z biznesowym krawatem, tylko loda zabrakło). Ciężko się będzie zrewanżować za miesiąc.
|
|
Komentarzy:
3
|
|
2011-05-15
Niedziela, niedziela 18:49
|
1) Dziecko
Dziecko śpi już samo w własnym pokoju. Początkowo trochę się dziwiło i protestowało, ale jak długo można trzymać łóżeczko dziecięcia w sypialni rodziców? Nie dłużej niż do drugich urodzin (a do drugich urodzin to mu w momencie przeprowadzki niemal dwa miesiące zostały) tak se wymyśliliśmy.
Dziecko chce samo jeść łyżeczką i widelcem – kiepsko to mu idzie.
Dziecko chce karmić ojca nożem, widelcem, łyżką – kiepsko mu to idzie.
Dziecko długo śledziło na ekranie średniowieczne zmagania, czyżby takie klimaty mu odpowiadały?
Dziecko pomagające odkurzać wydłuża proces czterokrotnie (tak na oko).
2) Mieczysław
2011-04-28 12:21
ponoć Mieczysław lubił wieczorem myśleć o znaczeniu społecznym prężnych związków zawodowych
2011-05-12 13:38
ponoć Mieczysław lubił wieczorem kosić trawę przed domem
3) Dziwne wieści z Internetu
- Hej, powiedz mi ….przy takim natłoku obowiązków w naszej zacnej firmie i jeszcze ojcowsko -mężowskich , kiedy Ty masz czas grac jeszcze w serialu "Instynkt " ??????? ;-)
- ?
nie oglądam jednym ciągiem ale zerkając nawet przelotnie nie da się tego nie stwierdzić, że to Ty. Ino spójrz sobie potem ;-)
- ?
a jakbym zapomniał to grasz tam prokuratora;-)
- aha
(i teraz będę musiał zobaczyć choć trochę serialiku by się przekonać o co w dowcipie biega)
4) Literatura
„Gry wojenne. Patton, Monty i Rommel / Masters of Battle. Monty, Patton and Rommel at War” (Terry Brighton, tłumaczenie Anna Sak) - fragmenty drugiej wojny światowej w Afryce i Europie poprzez losy trzech znanych dowódców. Wierzący w Hitlera Rommel, wierzący w przewagę materiałową Montgomery, wierzący w reinkarnacje Patton. Niemiec, Brytyjczyk i Amerykanin. Tak samo bezwzględni, uparci i żądni sławy oraz uznania.
Krótko i ciekawie.
5) Kot
Kot zaginął. Małżonka rozpacza. Dziecko szuka. No żaden scenariusz mi nie pasuje (samochód, pies, kuna, stodoła). Żal mi Mandarynkowego Potwora, żal mi będzie dzieciaka kiedy zacznie zauważać nieobecność futrzaka. Na wypadek gdyby jednak przyczyną była bitwa z jakąś lokalną bestią (coś tam w nocy zaginięcia znów się kotłowało na dachy, a dzikie zwierzyniec często do nas zagląda) podjąłem pewne kroki... jeśli śledztwo przyniesie efekty nie będzie litości (uśpie czujność, przywyczaję, podtruję i ubiję) – no jesteśmy mu to winni.
6) Rozkosze kulinarne
Jeden piątek – wracam z pracy a tu golonka chrupiąca. Uuuuuuu! I była w piątek i sobotę i niedzielę!
Drugi piątek – wracam z pracy a tu żeberka soczyste. Uuuuuuu! I były w piątek i sobotę i niedzielę!
Ktoś chce mnie utuczyć.
|
|
Komentarzy:
3
|
|
| << | Styczeń 2012 | |
| Pon | Wt | Śr | Czw | Pią | Sob | Nie |
| | | | | | 1 |
| 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 |
| 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 |
| 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 |
| 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 |
| 30 | 31 | | | | | |
| O mnie |
|
| SalomeMen |
33 ,
Poznań |
| Słówko o mnie |
| Raz sobie stoje w cieniu, a raz w słońcu.
Czasem tylko obserwuje, a czasem dosadnie komentuje.
Bywa, że z ironicznym uśmiechem zrywam się do biegu. |
| Zobacz mój profil |
|
| Statystyki |
Liczba osób które odwiedziły mojego bloga:
42631
|
Liczba osób które skomentowały mojego bloga:
3659
|
|
Liczba osób które wpisały sie do Ksiegi Gosci:
21360
|
|
|